:: » STRONA GŁÓWNA ::

40K Role Play Game
Książki
Gry PC
Bitewniak
FanArt
Terminal
Wyraź Opinię

Co sądzisz o nadchodzącej premierze gry Space Marine?

  • To będzie przełom!
  • Zapowiada się dobrze
  • Zwiastuny mnie nie przekonują
  • Tragedia...

[ Wyniki | Ankiety ]

Głosów: 15

  Requiem dla człowieczeństwa cz.1
 :: poniedziałek, 28 stycznia 2008 - 13:19 :: kategoria: Opowiadania :: Dział: FanArt ::

Dziś ruszam z moim pierwszym i mam nadzieje nie ostatnim cyklem opowiadań osadzonych w świecie Warhammera 40 000. Będzie to krótki cykl, bo składający się z trzech części. Opowiada on historię pewnego dotąd zwykłego człowieka zamieszkującego jedno z Miast-Kopców planety Kordinus w sektorze Sepulchurum którego pewnego dnia, dotknęła Skaza Chaosu...
  40K.pl Poleca!



Część I: Zmiana

Noc zapadła nad planetą Kordinus spowijając w ciemności jej wielkie miasta w których żyją miliony ludzi, prawych obywateli Imperium Ludzkości są wśród nich kupcy, kapłani kultu Boga-Imperatora, wielcy uczeni czy też zwykli ludzie chwytający się różnego rodzaju prac bylę tylko zarobić i jakoś żyć, żyć w miarę dostatnio i od czasu do czasu wyjechać na wakację do jakiegoś Świata Raju, na przykład na planetę Jhurus pełną archipelagów cudownych wysp, z jej lazurowymi morzami, białym piaskiem i wiecznie zielonymi palmami. Na Jhurusie w sezonie letnim było naprawdę pięknię i ściągały tam miliony turystów z całego sektora, tylko w porze zimowej kiedy wiatry się wzmagały a dotąd miłe dzieciom fale przeobrażały się w potężnę, niszczące wszystko na swej drodze kolosy. Jednak wśród tych jakże dobrych obywateli prześwietnego Imperium żyją znacznie gorsze istoty, i nie mam tu na myśli wszelkiej maści złodziei i przestępców ale wyklętą przez Imperatora i sam Wszechświat ohydę. Mutantów, heretyków i obcych bo i tych można znaleźć w głębi kanałów miast takich jak Ghrund Varr. To te przeklęte byty odpowiadają za wszystkie nieszczęścia które sięgają prawych ludzi wiernie przestrzegających Imperialnego credo.

Tak dotąd przynajmniej myślał Nileas Fogg, nauczyciel z Wyższej Szkoły Handlowej nr. 7, tak myślał i święcie wierzył w to że każdy kto jest mutantem jest ohydną i niszczycielską istotą która wiecznie pragnie krwi i czeka ją wieczne potępienie. Tak wierzył dopóki to jego nie sięgnęło złowrogie Piętno Chaosu i nie naznaczyło jego ciała i duszy na wieczność. A teraz, patrzcie, przez jedną z ulic Ghrund Varr, przez Via Pasterna przemyka jakaś postać okryta ciemnym płaszczem, na głowę ma narzucony głęboki kaptur, stara się iść niezauważona, przemyka skulona niczym żebrak jednak brak jej złodziejskich umiejętności pozostania niewidzialnym lub chociaż zdolności aktorstwa która by sprawiła że wyglądał by naprawdę niczym żebrak i nikt na tę postać nie zwracał by uwagi.

Jednak Via Pasterna to nie jest ulica ciesząca się dobrą sławą, leży ona prawie w centrum dzielnicy zwanej Dołem, nie tylko dlatego że leży ona w znaczym obniżeniu terenu względem reszty miasta ale raczej z uwagi na ludzi którzy zamieszkują te tereny. Nileas Fogg słyszał, i owszem, że Dół zamieszkują wszelkiego rodzaju zbiry jednak cóż go mógł obchodzić taki plebs? Sami przecież byli sobie odpowiedzialni za swój stan życia, on, pomimo że nie z najgorszej dzielnicy, umiał sobie stworzyć przyszłość. Stworzył ją całkiem dobrze bo WSH nr. 7 była najlepszą tego rodzaju szkołą na Kordinusie i jej wykładowcy zarabiali naprawdę spore sumki.

Cienie zalegały na Via Pasterna i przyległych jej uliczkach i zaułkach, nieliczni ludzie stali w bramach wysokich aczkolwiek starych i zaniedbanych kamienic i obserwowali zgarbioną postać przemykającą przez tę wyrzuconą z pamięci przez większość mieszkańców miasta ulice, dosyć często mieszkańcom Via Pasterna zdażało się widzieć takie postaci. Większość z nich była na tyle przyzwoita że kryła siebie i swe potworne oblicza jednak niektórzy z nich szli dumni i wyprostowani obnażając swe demoniczne twarze i splugawione ciała. Takim nie mogli odpuścić, tacy dumni ze swego potępienia szybko gineli przechodząc przez Czarną Ulicę jak zwano czasem Via Pasterna, gineli w męczarniach i ich agonia trwała wyjątkowo długo a to przez to że odważyli się pokazać jak bardzo zostali zmutowani. A święty Izrador mówił "Wystrzegaj się obcego, mutanta i heretyka!" oraz "Niszcz swych wrogów a dostąpisz zbawienia". Bandyci często słuchali świętego Izradora. Jedną grupkę przestępczą nawet nazywano Izradorianami z powodu ich zamilowania do mądrości głoszonych przez pobożnego męża.

Okryta płaszczem postać skręciła w Via Adulterationis, przemknęła pomiędzy paroma kamienicami i wyszła na Plac Kaźni na środku którego stał mierzący około pięciu metrów monolit, na nim wisiała tablica na której opisano co ma upamiętniać tablica oraz zacytowano świętego Urthanosa którego nawrócenie na świętą wiarę Imperium sprawiło jedynie że to co tablica i monolit upamiętniają się wydarzyło. A co się wydarzyło? Otóż parę tysięcy lat temu, kiedy powstała tu pierwsza kolonia i Ghrund Varr się zaczęło rozwijać narodził się tu nikczemny kult Chaosu który swym zasięgiem obejmował najbiedniejszych kolonistów rozczarowanych życiem w nowym miejscu. Urthanos był na początku jednym z zagorzałych wyznawców wiary kultu jednak pewnego dnia spotkał się z kapłanem Eklezjarchii którego imienia nie odnotowały Imperialne kroniki, podczas rozmowy z kapłanem Urthanosowi ukazała się wizja w której sam Imperator zapowiedział mu że zasiądzie z nim przy stole wieczności jeśli się nawróci. Urthanos padł wtedy na kolana i wyznał wszystko co wiedział kapłanowi ten zaś powiadomił Inkwizycję. Kiedy złapano wszystkich heretyków Inkwizytor Korriand rozkazał ich ukrzyżować i na Via Via Adulterationis stanęło prawię pięć tysięcy krzyży na których zawiśli obmierzli bluźniercy i zdrajcy.

Drzwi do sklepu uchyliły się a okutana płaszczem postać zajrzała do środka ostrożnie przyglądając się jakby bała się że nagle zza rogu wyskoczy oddział Szarych Rycerzy i rozpocznie swe egzorcyzmy bolterem i mieczem łańcuchowym. Jednak żadni Szarzy Rycerze nie wyskoczyli. Za ladą siedział tylko potężnie zbudowany mężczyzna, można było sądzić że jest także wyjątkowo wysoki, na jego łysej głowie widniał tatuaż przedstawiający smoka z rozwartą paszczą z której buchały ognie. Postać wsunęła się cicho do pomieszczenia i zamknęła za sobą starannie drzwi. Podeszła do lady i drżącą ręką wysypała na nią potężną garść Tronów.
- Pistolet... jaki bądź... - wyszeptała postać. Sprzedawca zaś pogrzebał chwilę w szafie za plecami i wyciągnął pokrytą kurzem, dość starą broń. Podał ją drżącej postaci. Nie dziwiła go ta tajemnicza istota która wypełzła jakby z koszmarów które śnią się dzieciom po tym jak ich babka opowie im historię o Kargunasie który rzekomo żył naprawdę i był złym Eldarem, wędrował nocami po ulicach Ghrund Varr i mordował dzieci które były niegrzeczne. Ale czemu sprzedawcę z sklepu z bronią nie dziwiła ta abominacja? Często tu trafiały, zawsze kupowały to samo "Pistolet... jaki bądź..." po czym uciekały gdzieś w najciemniejsze z najciemniejszych uliczek i strzelały sobie w głowę. W zasadzie do sprzedawca cieszył się z tych mutantów bo to głównie oni napędzali mu sprzedaż, poza tym dzięki temu że kupili broń szybko znikali ze świata.

Via Adulterationis rozświetlona była przez latarnie które tutaj zawsze działały, monolit stojący pośrodku Placu Kaźni musiał zawsze być skąpany w świetle czy to słonecznym czy sztucznym ale musiał. Oficjałowie Imperialni nie bardzo o to dbali ale to ludności kamienic rozłożonych wokół Placu Kaźni dba o ciągłe oświetlenie tego miejsca. Ci prości ludzie wierzą w pewną legendę mówiącą że jeśli kiedykolwiek nad miejscem gdzie ukrzyżowana Menkhreta - przywódcę sekty sprzed tysięcy lat to spod ziemi gdzie ponoć ukryto starożytną relikwię Chaosu wypełznie krwiożerczy demon gotów pomścić śmierć swych sług.

Postać która wyszła ze sklepu z bronią rozejżała się z trwogą jednak nikt jej nie śledził, nikt na nią nie patrzył. Nikt poza małym chłopcem w oknie na trzecim piętrze jednej z kamienic, ten chłopiec dzięki światłom Placu Kaźni dostrzegł okropnie zniekształconą twarz wędrowca i przeraził się śmiertelnie. Chłopiec przez wiele lat będzie bał się wychodzić po zmroku z domu, jednak kiedy będzie prawie dorosły przełamie w sobie ten lęk a kiedy osiągnie wiek dorosły i skończy szkoły to zostanie kapłanem, jednym z najbardziej fanatycznych kapłanów jakich zrodziła ta planeta. W późniejszych czasach, wiele lat po swej śmierci chłopiec będzie znany jako Młot na Splugawionych...

Gdyby ktoś spojrzał pod kaptur postaci dostrzegł by śmiertelnie bladą twarz po której strugami spływał pot i której drżała nerwowo warga, oczywiście poza tym dało by się odrazu zauważyć diabelskie mutacje, trzecie oko rozwarte pośrodku czoła, ostre kły oraz dwa krótkie rogi wyrastające z głowy. Postać skręciła w Via N'rasa i tam w jakąś pomniejszą uliczkę a potem w kolejną. Oparła się o ścianę i powoli usiadła w brudnej kałuży obok której leżał zdechły szczur. Na ścianie przed postacią widniał namazany sprejem napis "Śmierć pierdolonym odmieńcom!". Mutant wyciągnął ze swych łachmanów świeżo nabyty pistolet i zaczął mu się przyglądać.

Właściwie to niewiedział czemu jego spotkało to okropieństwo, czytał prace naukowe w którym wielu uczonych zastanawiało się nad pochodzeniem mutacji (oczywiście rozważano wszystkie możliwość poza jawnym wpływem mocy Chaosu i czczenia Mrocznych Bóstw), jeden z artykułów został nawet napisany przez Inkwizytora - Mordiusa Uriela i przez wiele lat była wyjątkowo popularna w kręgach naukowych i wzbudzała wiele dyskusji. Nileas zastanawiał się czy grzech może być przyczyną mutacji? Wielu ludzi zdradzało swe żony jednak żaden nie został potępiony tak jak on. A może zaraził się nią od jakiegoś żebraka? Lub to choroba rozniecona przez jakąś sektę?

Fogg powoli przysunął pistolet do swej skroni. Oparł palec na cynglu i jeszcze raz przyjżał się napisowi na ścianie. Masz rację, przyznał w duchu temu który to napisał. Śmierć zasrańcom, niech zdycham! Już miał pociągnąć za spust jednak wtedy usłyszał kroki, miał nadzieję że odejdą równie szybko jak szybko się pojawiły jednak one były coraz bliżej aż w końcu weszły w zaułek w którym za śmietnikiem siedział skulony Nileas Fogg i mierzył w swoją głowę.

- Nie rób tego - usłyszał Fogg - My ci pomożemy.
- Wy? To znaczy kto?
- Zbór. Dołącz do nas a my zapewnimy ci zbawienie, bo wiedz że nie jesteś potępiony a dostąpiłeś boskiej łaski. Zapomnij tego czego uczyli cię kapłani, co krzyczeli z ambon u plugawych mutantach. Jesteś jednym z Naznaczonych. Jesteś wybrańcem. - Obcy, a był to mężczyzna o twarzy która na pewno podobała się wielu kobietom, krótkich czarnych włosach i niebieskich oczach wyciągnął do niego rękę.
- Choć ze mną przyjacielu a wyjaśnimy ci wszystko. Ojczulek Revis to mądry człowiek i on może przedstawić ci nasze credo w całej swej szczególności.

Nileas Fogg zawachał się tylko przez chwilę. Może warto spróbować? Czemu by nie? Jeśli jest potępiony to i tak nic mu nie pomoże a jeśli mutacja to zbawienie i łaska boża? Nileas Fogg wyciągnął swoją szponiastą, oślizgłą łapę i chwycił czystą dłoń mężczyzny który pomógł mu wstać.

- Choć ze mną przyjacielu bo tu czają się tylko wilki czychające na biedne owieczki...

:: autor: Raziel :: artykuł przeczytało dotąd: 4294 osób

Komentarze

orth
29.01.08, 12:55

Zapowiada się ciekawie. Fajne przybliżenie realiów świata - może więcej dialogów w następnych odsłonach? :)

Raziel
29.01.08, 13:24

Dzięki! W następnej części na bank będzie więcej dialogów a w trzeciej i ostatniej więcej akcji ;]

Senkofski
11.12.08, 16:09

Całkiem fajne, podoba mi się sposób w jaki zostało napisane. Pozdrawiam y czekam na reszte

Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować. Zarejestruj lub zaloguj się
   40K.pl © 2006 by orth | engine: PN | support min.: IE5.0 800x600
   Wszelkie prawa do zawartości, kodu i interfejsu serwisu zastrzeżone.
   Logotypy oraz materiały identyfikacyjne produktów linii wydawniczej Warhammer są własnością ich twórców
   gamesworkshop.com | blackindustries.com | blacklibrary.com | copcorp.pl
   zobacz także: Zamek Drachenfels | Fabularny.net





 realizacja:
 orth.com.pl

:: zegarki-i.pl | :: pieluchy dla dzieci

  40K.pl Poleca!