:: » STRONA GŁÓWNA ::

40K Role Play Game
Książki
Gry PC
Bitewniak
FanArt
Terminal
Wyraź Opinię

Co sądzisz o nadchodzącej premierze gry Space Marine?

  • To będzie przełom!
  • Zapowiada się dobrze
  • Zwiastuny mnie nie przekonują
  • Tragedia...

[ Wyniki | Ankiety ]

Głosów: 15

  Xenos - Księga pierwsza trylogii Eisenhorna
 :: poniedziałek, 06 lipca 2009 - 23:09 :: kategoria: Recenzje Książek :: Dział: Książki ::

W mrocznych czasach czterdziestego tysiąclecia ludzkość musi zmagać się z wrogami, którzy są w stanie wykorzystać każdą słabość Imperium, by tylko osiągnąć swoje nieczyste cele. Kiedy floty okrętów kosmicznych, legiony Gwardii Imperialnej i zastępy Kosmicznych Marines toczą boje z jawnymi przejawami sprzeciwu wobec woli Imperatora, liczne spiski i organizacje konspiracyjne podważają stabilność Imperium Człowieka od wewnątrz. Ich niewidzialne poczynania toczą je niczym złośliwy, wszechobecny nowotwór, pojawiając się wszędzie tam, gdzie słaba ludzka wola poddaje się wrogim wpływom. Jednak i przeciwko takiej formie wrogości ludzkość nie jest bezbronna. Zastępy heretyków i konspiratorów drżą na samo wspomnienie o swoich fanatycznych prześladowcach, głosicielach i wykonawcach woli Imperatora Terry, jej uosobieniu. Święta Inkwizycja czuwa nad wewnętrzną równowagą Imperium, namierzając, niszcząc i oczyszczając słabe, skażone obcą myślą umysły. Nie ma litości dla nikogo, kto sprzeniewierzył się bogu - władcy. To właśnie do tej szanowanej z nabożnym strachem organizacji należy inkwizytor Gregor Eisenhorn, tytułowy bohater trylogii Dana Abnetta, której księga pierwsza nosi tytuł Xenos.
  40K.pl Poleca!



Eisenhorna poznajemy w trakcie, wydawać by się mogło, zmierzającego ku końcowi wieloletniego i żmudnego śledztwa, podczas którego ścigał groźnego heretyka Murdina Eyclone, który oferował swoje usługi różnym potrzebującym go kultom Chaosu, a teraz przybył na pogrążoną w zimowym śnie planetę Hubris. Udając się w pościg za przestępcą, Gregor przemierza mroczne zakamarki grobowca hibernacyjnego rządzącej planetą elity. Rozdarty między poczucie misji, a chęć ratowania dwunastu tysięcy przedwcześnie wybudzonych ze snu, skazanych na rychłą śmierć ludzi decyduje się ostatecznie zakończyć przeciągające się aż zanadto śledztwo. Wiedziony chęcią ukarania zdrajcy, inkwizytor dopada Eyclone`a i wymierza mu błyskawiczną karę śmierci - zbyt łagodną, zważywszy na ogrom bezeceństw, jakich się dopuścił przestępca. Okazuje się jednak, że to dopiero wierzchołek góry lodowej. Zdrajca na coś oczekiwał. Świadczy o tym nieznanego pochodzenia skrzynia, pozostawiona w grobowcu procesjonału dwa dwanaście, której wyraźnie brakuje głównego elementu. Czemu miała służyć tajemnicza maszyna? Jaki był cel Eyclone`a w pozbawianiu życia tylu ludzi na odległej, zapomnianej planecie? Kto zlecił mu tego typu bluźniercze zadanie i opuścił w ostatniej chwili, pozostawiając na pastwę losu? Śledztwo wydaje się prowadzić znacznie dalej, niż mogłoby się wydawać, a idący po śladach wrogiej konspiracji Eisenhorn przemierzy jeszcze niemalże cały podsektor Helican, zahaczając zarówno o wysoko zorganizowane, tętniące ludzką kulturą światy w jego centrum, jak i o porozrzucane na obrzeżach planety o znikomym poziomie rozwoju. Inkwizytor odwiedzi nawet niebezpieczne i jak dotąd nieopisane terytoria obcej, niepoznanej rasy, która także będzie miała swój udział w spisku przeciwko ludzkości.
Dan Abnett już kilkakrotnie udowodnił, że w realiach Warhammera 40 000 czuje się jak ryba w wodzie i świetnie operuje swoimi zdolnościami w tym środowisku. Nie sposób mu także zarzucić, że używając już istniejącego świata jako tła swoich powieści idzie na łatwiznę, wręcz odwrotnie: jego przeciwnicy twierdzą, że stosuje pod tym względem zbyt wiele fikcji literackiej i znacznie odbiega od kanonu tego rozbudowanego uniwersum. Istotnie, Abnett dostarcza im całą masę argumentów na swoją niekorzyść, ale co z tego, skoro jego książki po prostu czyta się przyjemnie, a satysfakcję w wytykaniu detali znajdują tylko najbardziej fanatyczni fani , którzy przeczytają książkę i bez mojej aprobaty?
Narracja w Xenos jest prowadzona przez tytułowego bohatera, co w książkach Abnetta było dla mnie nowością. Dzięki takiemu zabiegowi czytelnik może lepiej utożsamiać się z bohaterami, których po prostu widzi z bliższej perspektywy, a fakty, jakich się dowiadujemy nabierają przystępniejszej formy. Wspomaga to także kryminalny wątek powieści, ponieważ czytelnik śledzi akcję na bieżąco, razem z głównym bohaterem rozwiązuje zagadkę i pada ofiarą tym samych matactw. Pod względem spójności fabuły i części detektywistycznej nie mam książce nic do zarzucenia: fakty i wydarzenia dopełniają się wzajemnie, każde działanie daje konkretny, bardziej lub mniej przewidywalny wynik, łącząc się z innymi w zgrabny ciąg przyczynowo - skutkowy, przy czym czytający nie gubi się w gąszczu zagadek i niedopowiedzeń, które bohaterowie spotykają na każdym kroku. Koniec opowieści rozwiewa większość wątpliwości, jednak nadal pozostaje kilka istotnych pytań, które staną się podwaliną dla fabuły kolejnych części trylogii.
Kreacje postaci są dobrze skonstruowane i opierają się na znanych i wypróbowanych archetypach, z którymi każdy może się utożsamić. Jednocześnie ich osobowości różnią się od siebie w znacznym stopniu, co wynika z przeszłości bohaterów. Niekiedy może się wydawać, że są zbyt wyidealizowani, lub ich cechy pozytywne są zanadto uwydatnione, lecz i oni przeżywają chwile słabości i popadają w tarapaty, z których nie wyszli by bez pomocy przyjaciół. O personach negatywnych mogę powiedzieć najwyżej tyle, że wiemy o nich niewiele i występują raczej przez krótszy okres czasu, albo przez większą część książki są jedynie wspominane. Podstawą do ich stworzenia były także popularne i sprawdzone schematy, lecz tutaj bogato urozmaicone i dostosowane do potrzeb książki.
Opisy są oryginalne i stworzone z pomysłem, szczegółowe i wypełnione porównaniami, jednak nie nudzą, a wręcz przykuwają uwagę i skutecznie pomagają w wyobrażeniu miejsca akcji czy sytuacji, w jakich znajdują się bohaterowie. Na uwagę zasługuje zwłaszcza przedstawiona w książce flora i fauna, która znacznie różni się od siebie w zależności od planety, na której występuje. Co więcej w istnienie wymyślonych przez autora tworów można uwierzyć, gdyż przedstawia zasady ich funkcjonowania, chociaż zdrowy rozsądek podpowiada, że egzystencja takich istot jest mało prawdopodobna.
Całość zalet niemile przyćmiewa poziom polskiego wydania. O ile pan Marcin Roszkowski, który przełożył już kilka książek Black Library, kolejny raz spisał się na medal, zgrabnie przenosząc oryginalną terminologię na nasz rodzimy grunt, o tyle korekta pozostawia już sporo do życzenia. Kiedy czytałem poprzednie pozycje z serii Czarna Biblioteka, literówki czy braki ogonków puszczałem mimo uszu, natomiast teraz oglądanie jeszcze raz tych samych uchybień po prostu mnie zniesmaczyło. Płacąc tyle pieniędzy za, nie oszukujmy się, marnie wydaną książkę, aczkolwiek nie odbiegającą poziomem od reszty pozycji Copcorpu, oczekuję dobrego tłumaczenia i nieskazitelnego zapisu. Niestety, Copernicus Corporation chyba postanowiło trzymać poziom i dalej wydaje książki w podatnych na uszkodzenia okładkach, drukując na łatwym do zniszczenia papierze. Te cechy są tak wyraźne, że skutecznie odstraszają okazyjnych czytelników, którzy w przeciwieństwie do znajdujących się w mniejszości wiernych fanów, kupują książki dla frajdy, a nie dla chęci posiadania. Chociaż także i ja wolałbym postawić na półce coś lepiej wydanego.
Wiele można by o tej książce mówić, natomiast niewiele można przekazać nie uchylając rąbka tajemnicy, która jest ukryta głęboko wewnątrz fabularnych zawiłości powieści. Na uwagę zasługuje fakt, że czytelnik zostaje zmuszony do odkrywania jej wspólnie z bohaterami, chociaż często autor daje czytającemu lepszy obraz sytuacji, ale nie na tyle, by zepsuć zabawę wnikliwym "śledczym".
Xenos to dobre odstępstwo od popularnych serii o Kosmicznych Marines czy gwardzistach, gdzie wojna nie jest żadną tajemnicą, a pośród ruin gigantycznych miast nie ma miejsca na subtelność działań Inkwizycji. Owszem, każdy czasem lubi poczytać o zmaganiach dzielnych Duchów Gaunta czy Ultramarines, ale na dłuższą metę taka bezpośrednia walka bez żadnych zasad jest męcząca i monotonna. natomiast Eisenhorn dobrze ukazuje odmienne sposoby działania inkwizytorów, różnice między nimi i odłamami zrzeszającej ich organizacji. I mimo, że intryga może nie jest najwyższych lotów, to dla znudzonych wszechobecną wojną fanów uniwersum będzie z pewnością miłą alternatywą.

:: autor: Slova :: artykuł przeczytało dotąd: 2377 osób

Tylko zalogowani użytkownicy mogą komentować. Zarejestruj lub zaloguj się
   40K.pl © 2006 by orth | engine: PN | support min.: IE5.0 800x600
   Wszelkie prawa do zawartości, kodu i interfejsu serwisu zastrzeżone.
   Logotypy oraz materiały identyfikacyjne produktów linii wydawniczej Warhammer są własnością ich twórców
   gamesworkshop.com | blackindustries.com | blacklibrary.com | copcorp.pl
   zobacz także: Zamek Drachenfels | Fabularny.net





 realizacja:
 orth.com.pl

:: zegarki-i.pl | :: pieluchy dla dzieci

  40K.pl Poleca!